31 maja 2010

Blog kulinarny i wiosna bez weny

Po pierwsze - żyję. Raz lepiej, raz gorzej ale generalnie nieźle. Wiosna uderza do głowy, juwenalia i pewne nowe znajomości mile wspominać będę.
Po drugie otworzyłam drugi blog - nannalowy notes kulinarno-dietowy:) Po więcej informacji i szczegółów tamże zapraszam. (link na stałe pojawił się w menu u góry po prawej)
Po trzecie nie mam weny. Absolutnie. Całkowicie. Nic.
A jej marne resztki wykorzystałam do zmiany wystroju parapetu :)
I nawet mimo że kupiłam fantastyczne pędzle z kuny i bobra nie mogę nic namalować, narysować, stworzyć..
DU-PA

Aby nie marudzić za bardzo wspomnę natomiast, iż wiosna jest porą roku, w której najbardziej cieszę się, że zamieszkuję pośród cmentarzy. Babuszki.. Siedzą w swoich namiotach i pośród chryzantem i innego grobowego wiechcia posiadają także urocze, małe bukieciki. Konwalie, margaretki, coś podobnego do chabrów i mnóstwo innych polnych kwiatuszków. I to za grosze :) Dwa, trzy złote.. Ach, jak ja uwielbiam kwiaty !

Edit:
Wena się pojawiła. I jak to ona uderzyła mnie obuchem w tył głowy i od dwóch dni dłubię. Album z rejsu powstaje w ekspresowym tempie ;) Będzie grubaaaaaśny! Dziesięć stron i przednia okładka gotowe, a nie doszłam nawet do połowy.

12 maja 2010

Twardy ląd

A na nim znowu ja.. Ach, jak wspaniale było! Tyłki pomarzły nam bardziej niż się spodziewałam ale..

Tak było na początku :)


Później było już tylko lepiej!
Do Kopenhagi dolecielim szybko i dość sprawnie mimo przygód przeróżnych.
Na miejscu okazało się że co prawda syrenkę ktoś buchnął (podobno na jakichś targach expo w świecie (japonia?)) jest teraz ale.. ekran z ładującym się filmikiem nas urzekł na tyle że musieliśmy zrobić sobie zdjęcie:)


Spędziliśmy czas bardzo miło, choć niestety przyszło nam się spieszyć z wypłynięciem ze względu na zapowiadane silne wiatry. I jedna tylko sprawa sen z powiek spędzała kapitanowi (Artur, lowe wielkie za ten rejs i nie schodzący z Twojej twarzy uśmiech;) ) i mnie - załoga była mocniej wychillowana niż zwykle na skutek odwiedzenia Christianii
Przeżycie bardzo interesujące, przyznaję ;) Niestety nie wolno tam robić zdjęć.. Po opuszczeniu dzielnicy tej przedziwnej załoganci wyglądali tak:


W Sassnitz (Niemcy, Rugia) było natomiast tak


bo trzeba było przeczekać sztorm. Szaleństwa różne czyniłam które będę do emerytury zapewne wspominać, ale cóż.. młodość jest jedna :)

Natomiast tak ogólnie, dokonałam ponownie przemyśleń przeróżnych..

Bo kiedy siedzi się na wachcie jest czas.. Spokój(zwykle:) ), cisza, nikt nie oczekuje od Ciebie nic ponad trzymanie kursu na kompasie.. I przypomina się że jednak tej wody pod nami jest sporo, że jachcik 10 metrowy to jeno okruszek zależny tylko od sił przyrody. I że człowiek może sobie myśleć jak wielki i wspaniały jest, dopóki pogoda mu sprzyja. To pozwala odzyskać właściwą perspektywę.. :)



Każdy czasem musi pobyć sam ze sobą..

Więcej zdjęć ?
http://picasaweb.google.com/fidex23/Kopenhaga2010
http://picasaweb.google.pl/izwaryn/RejsKopengaga18052010#
mjuzik by EKT Gdynia ;)
 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan