16 stycznia 2012

Którędy do chaosu?

Z mieszkania kumpla wytoczyłam się ledwo - obładowana jak dwa wielbłądy. Do pierwszego pociągu, i z niego na stację wytoczyć pomógł mi się przypadkowy przechodzień. Intryguje mnie trochę jak to się stało, że po jakichś 4 miesiącach pobytu ilość moich maneli się conajmniej podwoiła. Przyjechałam z jedną walizką (w większości zawierającą prezenty) i jedną torbą na ramię. Jadąc pociągiem miałam dwie walizki i dwie torby na ramię (plus torebka). A i to nie wszystko, bo część moich maneli została mieszkać z Pauliną w Nowym Jorku. Ja się pytam - JAK ?! W każdym razie - do drugiego (tego co to jechał dalej niż podmiejsko) wtoczyłam się sama (a tak, kilku dobrze zbudowanych mężczyzn nawet mi się przyglądało jak mi idzie..), opadłam ciężko na siedzenie (miejsce pasażera obok mnie zastawiłam jedną z walizek i torbami) i tak zostałam, na następne 4h.
Kiedy zbliżałam się do Waszyngtonu napięcie wzrosło. No bo w zasadzie to od nowa przyszło mi przechodzić całą tą niepewność, nawet właściwie nie wiedziałam jak moja host-mama wygląda! Jednak kiedy przyszło mi wysiadać zajęłam się ponownie bagażami, co skutecznie odwróciło moją uwagę od stresu. Z resztą byłam już naprawdę zmęczona (21 to była.. może później..)

I oto byli oni. Stali w czwórkę (mama, dziadek, bachorzęcia), dzieci trzymały nawet "transparenty". No sielanka :) Przywitałam się najpierw z młodzieżą, potem pozostałymi pokoleniami i poczułam się.. dobrze :) (nie tylko dlatego że ktoś wreszcie zabrał mi połowę bagażu, ale i to miało swoje znaczenie).
Transparenty zachowałam.

Wsiedliśmy do samochodu, dzieci okazały się tak podekscytowane jak i padnięte, ale dzielnie opowiadały mi różne rzeczy o sobie nawzajem, swoich zwyczajach i tym co robią/lubią. Jakieś pół godziny zajęło nam dotarcie do mojego nowego domu w Virginii. Teoretycznie w Annandale, VA jeśli ktoś chce sobie wyguglować. Praktycznie, w środku niczego. Totalnie. Pustynia towarzyska (dlatego na weekend do NYC jadę :) ).
Dom stoi sobie na uboczu niczego, przy drodze z brakiem wyjazdu. Ale jest naprawdę ładny, a kiedy zobaczyłam mój nowy pokój byłam wręcz zachwycona. (każda aupair ma mieć własny pokój, to jest zawarte w programie, ale wiem że te potrafią się baaardzo różnić. widziałam już jeden wielkości i wyglądu szafki na miotły z obdrapaną szafą i starym telewizorem. Nic poza tym. I do tego ciemny strasznie). Tymczasem mój nowy pokój był całkowicie pachnący nowością (jestem pierwszą aupair tej rodziny więc niedawno montowano mi łóżko, półki w szafie..), z wieeelkim i szaleńczo wygodnym łóżkiem, oknem (mimo że w piwnicy mieszkam :) ), dużym biurkiem.. Wcześniej w tym pomieszczeniu było biuro więc mam też interkom, ale na szczęście dzieci nauczone są nie używać go o nieodpowiednich porach. Pokój ten sąsiaduje z łazienką (wieczorami moja prywatna, w ciągu dnia czasem jakieś dziecko sobie siknie) i bawialnią. W bawialni mam wielki telewizor, wygodną kanapę i.. kominek na pilota :) Przezarąbisty. W sensie że gazowy, ale wygląda jak prawdziwy, no i nie trzeba go rozpalać, tak :P? Jest tu także barek, a w efekcie mała lodówka, więc mogę sobie napoje trzymać tu i nie biegać góra-dół. Ostatnio młody pokazał mi jak używać usługo w telewizorze zwanej netflixem. Netflix to taka magiczna wypożyczalnia filmów(i seriali! :D, no i bajek oczywiście) na pilota, za którą rodzina płaci miesięczny abonament. Mnie to cieszy, bo w poprzednim domu coś takiego było, ale każdy film generował koszt, więc nie korzystałam. A tu mogę bez ograniczeń :) (daję radę jakieś 40 min na 3 dni może, ale zawsze coś, nie ?). No i odkryłam ostatnio "How I met your mother?".. Tak.. Zginęłam. Jestem na 20 odcinku, a dostępnych mam ze 140..
Ostatnią zaletą lokalizacji mojego pokoju mógłby być fakt że nikomu nie przeszkadzałyby moje powroty w środku nocy, jak miałam zwyczaj robić w Larchmont. Tylko że nie mam tu za bardzo dokąd pójść (jak wspominałam - środek niczego i pustynia towarzyska), plus zaczynam pracę o 6.40 zamiast o 14.45.. W łóżku jestem najpóźniej 22.15 xD
Wady? Boszszszs jak te dzieci tupią! Mam pokój pod kuchnią, i jak tylko wstaną te przypadki (co w sobotę może nastąpić nawet koło 5.30-6 tylko dlatego że są uprawione do oglądania tv) wiem dobrze że wstały.

Ale o czym to ja miałam.. Ach, przyjechałam! Rozpakowałam się, tylko dlatego że większość moich ciuchów i tak już spędziła tydzień w walizce, więc miałam nadzieję że się chociaż trochę rozprostują na wieszakach przez noc. Pół minuty po wyciągnięciu ostatniej rzeczy z torby padłam na twarz na ultra-cudnym łóżku i tyle mnie było..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan