13 września 2011

Ameryka, czyli co się właściwie stało..

Otóż jestem w kraju amerykańskim i zamierzam w nim pozostać do początku września 2012. Jak, skąd i dlaczego ? Słyszeliście kiedyś o czymś takim jak Au pair? No to już słyszycie. To taka niania co przylatuje z daleka i mieszka z rodziną u której pracuje. No to jestem!

Pomysł powstał jakoś w lutym (znaczy pomysł że serio chyba trzeba by pojechać, bo doszliśmy do momentu "teraz albo nigdy"), realizacja rozpoczęła się niedługo potem.
Musiałam przedstawić liczne formularze i zaświadczenia, wykazać że nie figuruję w rejestrze karnym, dołączyć referencje i raport od lekarza. W systemie jako dostępna wisiałam jakieś 1,5 dnia, zanim skontaktowała się ze mną moja przyszła amerykańska rodzina (no i 2 inne, którym odmówiłam). Z listu wynikało że to sympatyczna gromadka mieszkająca pod NY, w składzie rodzice, syn, 2 córki i 2 psy.
Pierwszą rozmowę na skajpie miałam z obecną (jeszcze wtedy ;) ) au pair tejże familii, co było szczerze mówiąc baaardzo pomocne ogólnie. Potem porozmawiałam z host-mamą i.. byłam zachwycona !
Po wzajemnym zaakceptowaniu musiałam zorganizować sobie wizę. Następnie zaczął się ten trudny okres - czekanie..

(pisałam licencjat, próbowałam zamknąć dwie sesje, w końcu zrezygnowałam z jednych studiów, obroniłam się na drugich, ogarniałam siebie i swoje mieszkanie - przecież musiałam zostawić je puste na rok!, itp, itd..)

Termin wylotu - 1.08.2011 zbliżał się nieuchronnie. Jednak cztery dni przed tą datą zadzwoniła do mnie host-mama i stwierdziła: "Houston, mamy problem!". Otóż okazało się że młodzież najmłodsza (12 latek) wzięła kibić w troki i wyprowadziła się do biologicznego ojca. A młodzież starsza (14 i 16 latki) nie potrzebuje już niani..(i jak by to hamerykanie powiedzieli: "and I was like.. WHAT?!")
Co prawda w tym samym zdaniu stwierdziła że może mnie skontaktować z dwiema miłymi rodzinami, ale dodała także że jedna ma jednego, druga dwa koty (a ja jestem alergiczna na te worki na pchły). No to mina mi zrzedła. (tu polecam agencję z którą jestem, naprawdę wszyscy stawali na głowie i do mnie dzwonili żeby to jakoś ogarnąć) W międzyczasie dostałam ofertę spod Bostonu. Maluch (3,5 roku) zamiast nastolatków, wiocha gdzieś pod Bostonem zamiast NY.. No a przede wszystkim mamuśka młodego która w trakcie pierwszej rozmowy powiedziała że kiedy zajmuję się jej synem mam mieć całą uwagę skupioną na nim (no dziiiwneeee, czy my serio mówimy o 3 latku..?) i nie mogę: (tu nastąpiła długa lista) a także rozmawiać przez telefon i smsować, włączyć tv, itp.. A w ogóle to ona ma dla mnie więcej zasad! Mogę zapomnieć o przenocowaniu kogoś i wielu innych rzeczach.
Tiaaaa..
Cóż było czynić. Poprosiłam ex-host-rodzinkę o kontakt do jedno-kotnej zaprzyjaźnionej z nimi rodziny. Noooo... i zaiskrzyło ;) Stwierdziłam że najwyżej będę ćpać leki antyalergiczne codziennie, ale jadę !
Trzeba było zmienić formularz w systemie (nie pozwalał na kontakt jeśli ja miałam zaznaczoną alergię, a rodzina zwierzaka), więc i warszawskie biuro i lokalna amerykańska przedstawicielka się zainteresowała czy aby na pewno, ale uff, zmieniliśmy. Niestety jako że moja nowa rodzina w systemie widniała 2 dni, i w zasadzie myśleli o przygarnięciu au pair w grudniu (wyjazdy educare - czyli tego typu au pair którym ja jestem są w lecie i w grudniu), musiałam odłożyć wyjazd o dwa tygodnie.
Ciężki czas to był, ciężki :) Pomieszkiwałam u rodziców, ponieważ w moim mieszkaniu rozwiązana została umowa na dostawę internetu i telewizji, a część mebli pozawijana była już w folię..
Na szczęście czas, jak to czas ma w zwyczaju - minął i nadszedł termin mojego lotu.

I tak oto 15 sierpnia 2011 opuściłam kraj mój rodzinny, i kontynent nawet ażeby pomieszkać przez rok cały i trochę, na drugim końcu świata.

2 komentarze:

  1. Daleko Ci wywiało :P
    Życzę samych sukcesów w pracy, nowych przyjaźni i... zwiedzania ;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajna przygoda ;-)
    powodzenia !

    OdpowiedzUsuń

 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan