5 października 2011

Moja hamerykańska rodzina

Składa się z dwojga dorosłych, dwójki dzieci, psa marki Labradoodle i kota koloru czarny skurczybyk. Mieszkają oni w starym (jak na usa ;) ) domu w village of Larchmont. Spokojna, miła okolica domów jednorodzinnych, dużo zieleni (oczywiście żadnych płotów, nigdzie).. Pracują w city, uczą się w pobliskich szkołach. Młody (12 lat) w lokalnej podstawówce (tutaj nazywanej średnią ;) ), młoda (14 lat) w liceum. Normalnie sielsko, anielsko.. Niewiele wolno mi co prawda mówić, ze względu na liczne instrukcje na orientacji odnośnie amerykańskiego poczucia prywatności rodzinnej. Wykład na ten temat trwał jakieś 40 minut..
Tak czy inaczej, młodzież którą się opiekuję jest kulturalna (słychać tu "tak, proszę" i "nie dziękuję" nawet między rodzeństwem), miła i urocza. Czasem się tłuką, ale to nic szczególnego przecież. W ciągu dnia są w szkole, aż do 14.45 (o tej porze ze wszystkich szkół wypuszcza się tu dzieciarnię), potem mają (lub nie) zajęcia dodatkowe (perkusję, taniec, religię..) albo spędzają czas ze znajomymi drąc japy mniej lub bardziej. W skrócie - zupełnie jak wszędzie indziej na świecie.
I naprawdę sądzę, że jest to jedna z najlepszych rodzin do jakich mogłam trafić. Mili, kontaktowi, niewymagający cudów.. Mam mniej więcej wiedzieć gdzie znajdują się moje dzieci, sprawić żeby dotarły na czas na zajęcia dodatkowe, ale już w zakresie potrzeb różnych  mogą poczekać jeśli trzeba (typu: odebranie z kina).

Jest dobrze :)

1 komentarz:

 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan