Amerykańskie samochody są wielkie. (co zabawnie wyglądało w Bostonie, podobnym raczej do jakiegoś francuskiego miasteczka) I obklejone milionem naklejek i magnesów, napisów i informacji o właścicielu i jego rodzinie. Patrząc na klapę bagażnika dowiesz się ilu członków liczy dana familia (a także ile zwierząt), gdzie uczą się dzieci, co robią popołudniami. Jeśli niedajboże jakaś starsza latorośl studiuje poza miejscem zamieszkania na zderzaku jej mamy znajdziesz wielki napis "dumna z dziecka na harvardzie" albo podobny. Dowiesz się że auto należy do soccer mom (mama zostająca w domu i zajmująca się wożeniem dzieci na zajęcia dodatkowe), albo hockey mom. Inne głoszą po prostu "mom taxi". Młodzież przyjeżdżająca do szkoły własnym autem (pamiętajmy o prawie jazdy w wieku lat 16) na pewno ozdobi je kolorowymi napisami typu "seniorzy 2012", które przeżyją tylko do następnego deszczu, ale to i lepiej, bo będzie można napisać to raz jeszcze - inaczej.
W każdym razie jest co robić stojąc w korku. Lub gdziekolwiek indziej, ponieważ amerykańce mają olbrzymi talent do blokowania dowolnego odcinka drogi tylko dlatego że mają coś do załatwienia w pobliskim sklepie, albo kogoś do odebrania z lotniska. Jeśli masz szczęście to świadczą o tym włączone awaryjne. Jeśli nie, możesz zorientować się po dłuższej chwili że w aucie za którym czekasz na światłach nie ma kierowcy. Uroczo.
Drogi ameryki poznałam na razie raczej lokalnie - nowy jork, connecticut, massachusetts. I wyglądają one.. przeciętnie. Od polskich różnią się tylko tym że.. są. W sensie że jest ich dużo. Część jest szersza, część nie zupełnie. Większość dość dziurawa, chociaż trzeba przyznać że łatana w miarę na bieżąco. Ilość ruchu ulicznego na przedmieściach NY porównywalna jest według mnie do śląskich dróg. Kulturalność kierowców.. także. Czyli nie jest tak źle jak w krakowie, ale ultra cudnie nie jest. W każdym razie żeby się włączyć do ruchu musisz być przekonanym że tego właśnie chcesz. To znaczy, jak jedziesz - jedź. Jak się zatrzymasz to stój do uhahanej śmierci. Chociaż trochę talentu do kompletnego zatrzymywania się ażeby wykonać skręt też mają, przyznaję. I mało kto używa kierunkowskazów.
Natomiast jeśli gdzieś występuje ograniczenie prędkości, do powiedzmy 35 mil na godzinę to wszyscy, pozwólcie powtórzyć, wszy-scy jadą te 40, 45 na godzinę (mil) i można między samochodami na obu pasach deski porozkładać i oprzeć o maski a nie spadną. Śmiesznie się tak jeździ.
A w ramach ciekawostki; jestem jedyną aupair (u mojej lokalnej opiekunki) która po przyjeździe tutaj przesiadła się w mniejsze auto :) Z VW Transportera w VW Passata..
More Fun Trivia
4 godziny temu
Fascynujące. A myślałam ze drogi to jednak lepsze mają.
OdpowiedzUsuń