Ta, mamy piątkowy wieczór a ja siedzę w barze. Moim mniej
lub bardziej ulubionym miejscem spotkań w Larchmont. Harrys Burritos to
restauracja meksykańska, z bardzo dobrymi happy hours na barze. Mrożona
margharita za 3,5, piwo 2,75. Da się pić.. yy.. żyć. Do tego przesympatyczna
ekipa, przystojni chłopcy i ładne dziewczęta. Poznałam tu już masę ludzi (ba,
doszliśmy do etapu kiedy mieszkańców Larchmont kojarzę z twarzy, także ten..)
Pierwszy raz urzekł nas jeden z barmanów, potem reszta nie pozostała gorsza.
Tyle tylko że jeden okazał się lekko niezrównoważonym emocjonalnie, drugi
żonaty, trzeci ma babę od dawna, czwarty za młody.. Ciężkie jest życie.
W każdym razie, jeśli chcesz spożywać alkohol przygotowanym
być musisz na przedstawienie dowodu osobistego. Zawsze i wszędzie praktycznie.
Może i męczące, ale w sumie.. W tym kontekście śmieszą mnie natomiast
niemieckie dziewczątka, które w domciu chleją legalnie od kilku lat, a tu nagle
dziwią się że nie mogą iść drinka. Ehh.. Nie polecam być niemką. Natomiast zdecydowanie polecam bycie
dziewczynką. Trzymając się tego można tu balować i balować, nie wydając ani
centa. Fajnie, nie? I żeby się tu ktoś nie oburzył, jak raz i drugi próbowałam
zapłacić to omalże się kolega ten czy tamten śmiertelnie nie obraził! Tłumaczę
sobie że w ten sposób jestem w stanie odłożyć na planowaną po zakończeniu
pobytu wielką podróż międzystanową. Argument jest, no nie?
Upijają się tak samo jak wszędzie, choć nadal trochę
wrażenia robi na nich wypicie kieliszka wódki (a już bez zapijania, to w
ogóle obłęd!). Natomiast, jednej rzeczy nie zrozumiem. Oni piją.. CIEPŁĄ WÓDKĘ! Ja wszystko zniosę, ale tego jednego nie. Dziwadła. Swoją drogą nie dziwię się że w takim razie nie mogą wypić jej w szocie ;)
bueheuheuhheuheuhuhe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz