17 grudnia 2011

Jadę hamerykańskim autokarem..

Na podbój Waszyngtonu DC. Z powodu pewnych niedogadań i ogólnego niedopasowania zmieniam bowiem host-rodzinę. Proces jest dość mało fajny, zwłaszcza jak się trafi na tak nieprzekonaną do swojej pracy counselorkę (opiekun regionalny dla określonej terenowo grupy aupair i rodzin). Polega na tym, że po ustaleniu że przydałby się re-match (ponowne szukanie rodziny) - w naszym przypadku nastąpiło to w sposób przewidywalny i na spokojnie - aupair pracuje u rodziny jeszcze 2 tygodnie, podczas których powinna znaleźć nową rodzinę. Mojej counselorce jednakowoż średnio chciało się uaktualnić mój profil w systemie i ogólnie przydać, więc oprócz telefonu dnia pierwszego (od pobliskiej rodziny chińczyków, którzy może i byli mili, ale syf w chałupie mieli taki że wejść się nie dało a kolejne aupair uciekały im mówiąc że źle się tam czują) niewiele się działo. W końcu w połowie tygodnia drugiego zadzwoniłam do biura (oddział dla całych stanów), i dopiero oni pogonili babę do roboty. W efekcie pod koniec drugiego tygodnia rozdzwoniły się telefony. Według przepisów aupair któa nie znajdzie rodziny do ostatniego dnia 2 tygodni musi wracać do domu. Na swój koszt (co w okresie świątecznym, kiedy bilety do Polski podrożały ze zwyczajowych 500$ do około 1200$ za round-trip jest wyjątkowo radosne). Także ten.. ta możliwość odpadła. Ale zapytałam tam i tu co da się zrobić żeby tego uniknąć i usłyszałam "spooookooo, damy Ci więcej czasu, tylko załatw sobie kwaterę". Na szczęście znajomy zaoferował że do świąt mogę pomieszkać u niego. Na święta pójdę nie wiem gdzie, po świętach zrobię nie wiem co, ale przynajmniej lecieć do domu nie muszę.
Natomiast musiałam to wczoraj się wyprowadzić od mojej ex-host rodziny. Przy okazji okazało się że gdybym miała zabrać moje zabawki i wracać to chyba najtaniej będzie wynająć kontenerowiec. Przyleciałam z jedną walizką i torbą podręczną, w tej chwili wypchałam 3 walizki, 2 torby podręczne, kilka dużych toreb/worków i mnóstwo mniejszych. A przypomnę że nie minęło jeszcze 5 miesięcy jak tu siedzę..
Taaaa...
W każdym razie, jedna z rodzin z którą utrzymuję kontakt na zasadzie wzajemnego zainteresowania mieszka w Waszyngtonie, druga pod San Francisco. I oto powód dla którego jadę autokarem - zostałam zaproszona do spędzenia niedzieli z potencjalnymi pracodawcami. Z dotychczasowego kontaktu (mail/telefon) wnioskuję że to wariaci, więc powinno być dobrze. Z resztą sama host-mamuśka stwierdziła że z jej doświadczenia wynika że dzieci to w całym tym programie aupair najmniejszy problem. To rodzice nim są.
Nie mogę się nie zgodzić :)
Ale o czym to ja mówiłam.. Jadę tym autokarem, trochę rzuca na dziurach, ale się jedzie. Wifi i kontakty z prądem to standard. Trochę zimno, widocznie pani kierowca nie chce zasnąć, więc klimę nastawiła. Po wyjechaniu z mannhattanu (tunelem lincolna) rzucić okiem można było na piękną panoramę, potem na paskudne magazyny, parkingi, i inne bliżej nieokreślonego przeznaczenia działki. Potem zaczęła się droga. Międzystanowa 95 leci prosto jak w pysk strzelił, wahając się od trzech do ośmiu pasów szerokości w każdym kierunku.. Liczyłam na jakieś widoczki, dlatego usiadłam w pierwszym rzędzie foteli, ale ponownie już (po raz pierwszy jadąc do bostonu) się zawiodłam. I nie tylko dlatego że ciemno, ale głównie dlatego że widać asfalt, innych uczestników ruchu drogowego (w większości jak już wspominałam w innej notce utrzymują z nami stały dystans, więc jest wybitnie nudno) i czasem jakiś most.Rozrywkowo.
O, mijamy zjazd na Philadelphię. Zamarzły mi ręce więc na tym zakończę, a o efekcie wizyty napiszę wkrótce. Można trzymać kciuki!


2 komentarze:

  1. To ja trzymam pierwsza :)
    fajnie się czyta o Twoich amerykańskich przygodach ;) dlatego czekam na więcej
    ściski z Polski
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie daj się prosić!
    Napisz ciąg dalszy. Napewno znajdziesz chwilke czasu na to. Pozdrawiam. Emi

    OdpowiedzUsuń

 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan