29 grudnia 2010

Kolce hurtem :)

Lawa wulkaniczna, swarovski, trochę złomu ;)

Szkiełka kolorowe plus metale (lekkie :P)


Hematyt, jadeit, dodatki.. 


                                                Szkło i drewno, do pewnego naszyjnika..


A na koniec perełki i szkło. Piękności :)

27 grudnia 2010

Wracam i pokazuję błyskotki!

Na łono bloga, mam nadzieję, do biżowania - jak widać. Pracuję ostatnio w Katowicach w sklepie z koralikami i biżuterią. I w wolnych chwilach dłubię. Dorobiłam się nawet własnych metek ;)
Nie będę opowiadać co robiłam jak mnie nie było, bo ani to ciekawe ani łatwe do ogarnięcia. Wspomnę tylko że na początku października byłam na kolejnym rejsie... :P
A teraz zdjęcia -  na początek zestaw z perełkami dla pewniej Babci (nie mojej). Klientka prosiła o wymyślenie czegoś dlań a w końcu nie wzięła tegoż zestawu. Aż szkoda że wisiała na nim rezerwacja, bo inna pani była zainteresowana ;) Ale teraz jest dostępny :)


3 września 2010

Żyję !

I to pełnią życia! Wróciłam po 1,5 miesiąca z mazur żeby natychmiast wyruszyć na następny rejs. Popłynęliśmy z Władysławowa, przez Mariehamn (fin), Sztokholm, Vaxholm, Farosund(swe) aż do Ventspils(łot) 14-sto metrowym jachtem Warszawska Nike. Było fan-tas-tycz-nie :)



Tak ładnie było kiedy krążyliśmy w szkierach zmierzając do Sztokholmu. Poznałam świetnych ludzi.. 
A że jakoś tak wyszło że dostałam się w międzyczasie na AE na Finanse i Zarządzanie w Ochronie Zdrowia, to teraz siedzę sobie w Szklarskiej Porębie na Adapciaku i bawię się świetnie :)
 Oczywiście w zanadrzu mam następny rejs, s/y Kapitan Głowacki czeka na mnie na początku października :) No i udało mi się wyrobić godziny na sternika morskiego, jeszcze tylko wysłać papiery muszę..
Dobra, gonią mnie do integrowania się więc..

26 czerwca 2010

Ahoj !

Tak, wiem, jestem ostatnio rozmowna ;)
Ale udało mi się ogarnąć, pozamykać sesję, załatwić to co załatwić miałam i...
jadę na żagle !

Zdziwieni :P ?
Będę ponad miesiąc na mazurach (jestem instruktorką-opiekunką na młodzieżowych obozach żeglarskich), skąd mam nadzieję wrócić na krótko, aby zaraz potem wybrać się nad lub na morze (albo obie opcje ;) ). Pożyjemy, zobaczymy jak mawia pewien człowiek z którym nadal miło się mi rozmawia :).
A na razie.. ahoj przygodo ! Do zobaczenia w sierpniu !

11 czerwca 2010

Jak ja niecierpię lata :) !

Na szczęście mam wentylator, zimne napoje, rolety w oknach i do pełni szczęścia testuję matę masującą (taką na fotel). Bo tam jest już stanowczo zbyt ciepło. Pies umiera, śpi cały dzień ciężko dysząc w najchłodniejszym punkcie domu - łazience. Nie pomagają zimne prysznice.. Bidula.. Nie ma jak czarne futro :)

A gdyby ktoś pytał skąd tak nagle lato - to niestety moja wina. No bo zrobiłam wieś party o nazwie 'Powitanie Lata'. I jak nie pieprznęło słońcem! Ale i tak było fantastycznie :) (następna koniec sierpnia-wrzesień ;)!)


W kwestiach twórczych teraz zasłaniam się sesją, która w tym roku po raz pierwszy daje mi się poważnie we znaki. Teraz na przykład bardzo się staram nie pisać projektu na jutro.. Bardzo ważnego projektu ;)
Powstało następnych kilka stron albumu kopenhaskiego ale nie wiem kiedy go skończę.. Pod koniec czerwca kolejne żagle się szykują - miesiąc obozu żeglarskiego z dzieciakami na Mazurach - nie ma to jak leżenie i pachnienie[sic!] za które mi płacą ;)

Ach, no i muszę się pochwalić - pierwsza kartelucha w wylęgarni poszła :) Nie wierzyłam że to się kiedyś stanie więc radość miałam podwójną.

No i kwestia ostatnia - niezły łikend się szykuje:) Dni Bytomia, Dni WPKiW, Psia Impreza w M1 a ja jadę do Krakowa na baunsy XD  Ech.. :)

31 maja 2010

Blog kulinarny i wiosna bez weny

Po pierwsze - żyję. Raz lepiej, raz gorzej ale generalnie nieźle. Wiosna uderza do głowy, juwenalia i pewne nowe znajomości mile wspominać będę.
Po drugie otworzyłam drugi blog - nannalowy notes kulinarno-dietowy:) Po więcej informacji i szczegółów tamże zapraszam. (link na stałe pojawił się w menu u góry po prawej)
Po trzecie nie mam weny. Absolutnie. Całkowicie. Nic.
A jej marne resztki wykorzystałam do zmiany wystroju parapetu :)
I nawet mimo że kupiłam fantastyczne pędzle z kuny i bobra nie mogę nic namalować, narysować, stworzyć..
DU-PA

Aby nie marudzić za bardzo wspomnę natomiast, iż wiosna jest porą roku, w której najbardziej cieszę się, że zamieszkuję pośród cmentarzy. Babuszki.. Siedzą w swoich namiotach i pośród chryzantem i innego grobowego wiechcia posiadają także urocze, małe bukieciki. Konwalie, margaretki, coś podobnego do chabrów i mnóstwo innych polnych kwiatuszków. I to za grosze :) Dwa, trzy złote.. Ach, jak ja uwielbiam kwiaty !

Edit:
Wena się pojawiła. I jak to ona uderzyła mnie obuchem w tył głowy i od dwóch dni dłubię. Album z rejsu powstaje w ekspresowym tempie ;) Będzie grubaaaaaśny! Dziesięć stron i przednia okładka gotowe, a nie doszłam nawet do połowy.

12 maja 2010

Twardy ląd

A na nim znowu ja.. Ach, jak wspaniale było! Tyłki pomarzły nam bardziej niż się spodziewałam ale..

Tak było na początku :)


Później było już tylko lepiej!
Do Kopenhagi dolecielim szybko i dość sprawnie mimo przygód przeróżnych.
Na miejscu okazało się że co prawda syrenkę ktoś buchnął (podobno na jakichś targach expo w świecie (japonia?)) jest teraz ale.. ekran z ładującym się filmikiem nas urzekł na tyle że musieliśmy zrobić sobie zdjęcie:)


Spędziliśmy czas bardzo miło, choć niestety przyszło nam się spieszyć z wypłynięciem ze względu na zapowiadane silne wiatry. I jedna tylko sprawa sen z powiek spędzała kapitanowi (Artur, lowe wielkie za ten rejs i nie schodzący z Twojej twarzy uśmiech;) ) i mnie - załoga była mocniej wychillowana niż zwykle na skutek odwiedzenia Christianii
Przeżycie bardzo interesujące, przyznaję ;) Niestety nie wolno tam robić zdjęć.. Po opuszczeniu dzielnicy tej przedziwnej załoganci wyglądali tak:


W Sassnitz (Niemcy, Rugia) było natomiast tak


bo trzeba było przeczekać sztorm. Szaleństwa różne czyniłam które będę do emerytury zapewne wspominać, ale cóż.. młodość jest jedna :)

Natomiast tak ogólnie, dokonałam ponownie przemyśleń przeróżnych..

Bo kiedy siedzi się na wachcie jest czas.. Spokój(zwykle:) ), cisza, nikt nie oczekuje od Ciebie nic ponad trzymanie kursu na kompasie.. I przypomina się że jednak tej wody pod nami jest sporo, że jachcik 10 metrowy to jeno okruszek zależny tylko od sił przyrody. I że człowiek może sobie myśleć jak wielki i wspaniały jest, dopóki pogoda mu sprzyja. To pozwala odzyskać właściwą perspektywę.. :)



Każdy czasem musi pobyć sam ze sobą..

Więcej zdjęć ?
http://picasaweb.google.com/fidex23/Kopenhaga2010
http://picasaweb.google.pl/izwaryn/RejsKopengaga18052010#
mjuzik by EKT Gdynia ;)

30 kwietnia 2010

No to płynę !

..wracam 10 maja :)

Skurczył mi się czas..

I gdzieś umyka, jak szalony.
A miałam o tyyylu rzeczach napisać :) I o pomocy Alicji przy królikach, i o malarstwie moim podwórkowym. Ach, i o broni mało palnej i bandzie wariatów, których spotkałam niedawno w nyskiej zonie i którzy urzekli mnie bardzo. No i się odwleka to moje napisanie w nieskończoność. Bo ciągle coś wyskakuje. Na przykład psie szkolenie (ach, obedience ćwiczymy!). Na przykład rejs.
Zawiało mocniej, zapachniało wiatrem i.. płynę! uh uh ! Doczekać się nie mogę! Skromny rejsik, tygodniowy na Kopenhagę, Ystad.. A cieszę się jak głupia :)
Tymczasem pochwalę się filmem z zeszłego roku - rejsu który nieco przeklinałam, którego strasznie się bałam i po którym ponownie stwierdziłam że nigdy więcej się tak psioczyć nie chcę i nigdzie nie płynę więcej:) (ewentualnie motorówką po północnych wybrzeżach afryki :P).
Był to rejs dość trudny, pieruńsko długi (40 albo 42 dni, nie pamiętam już) i.. bez rewelacji :) Szpicbergen wraz z jego stolicą okazał się dość szarym miejscem (miasteczko robotnicze) a dupy nam wymarzły znacząco (ach jak dobrze było wleźć pod 2 lub i 3 śpiwory po zejściu z wachty..). Natomiast bardzo ciekawa okazała się Islandia (ja tam wrócę !) więc przykro mi bardzo że mieliśmy tak mało czasu - jedną dobę. Wyspy owcze także piękne.. A Norwegię to kocham od dawna :)
Film ma 19 minut i warto obejrzeć do samego koniuszka ;)


Arctic challenge from fordewind on Vimeo.


Dostaliśmy za to wyróżnienie honorowe 'Rejs roku 2009', Nagrodę Grotmaszta Bractwa Kapehornowców (!) i po Conrad'zie (nagroda ludzi morza ;) ). Znaczy oczywiście dostał to Michał (ale Conradowe dyplomy mamy wszyscy), tylko że.. nie dałby rady bez nas (to jego słowa żeby nie było:) ).
I w zasadzie jestem nieco dumna..
(do tego teraz można moje nazwisko znaleźć w archiwach portu stolicy Szpicbergenu ;) )

1 kwietnia 2010

Wylęgłąm się..

.. i odważyłam się wystawić kilka moich karteluch w wylęgarni. Proszę o łagodny wyrok :) (obrazek klikalny)



Nie wiem co zrobić żeby zdjęcia były lepszej jakości a nie kłamały względem kolorów.. :/ Robiłam je w piękny słoneczny dzień a i tak są kiepskie..

A dziś piekę jak wściekła, z przepisów Doroty z najlepszego bloga ze słodkościami jaki znam Jutro przedstawię efekty wizualne :)
A nastrój mam taki o:

6 marca 2010

Candy dotarło :)

Do dziewczyn które podały mi adresy :) Starałam się dostosować nieco do każdej z nich. Więc tak.. Każda z nich dostała Magiczny Cynamonowy Piasek do Kąpieli (tak, wymaga tylu dużych liter - jest rewelacyjny :) ), herbatkę i ozdobno-pomocne klamerki. Poza tym wysłałam coś wyprodukowanego przeze mnie, oraz coś co przyda się do tworzenia.
KosimkArt  jako że tworzy biżu dostała nieco kamoli i zakładkę do książki,

Katharinka skrapuje więc tusze do stempli i kolczyki,


A Enid jako że ima się różnych twórczości dostała kawał koronki i również kolczyki :) 


Podobno się podobało z czego cieszę się niepomiernie :]

4 marca 2010

"Czas goni nas..

goni nas,
Goni nas, goni nas cały czas
Cały czas goni nas, goni nas,
Goni nas, dogoni, zgubi nas ..." :)


No i ostatnio jakoś go mniej. Ale kilka rzeczy powstało - trzy i pół królika, jakieś wytwory pobliskie..
Ach, no i udało mi się dotrzeć na pocztę spełniając wszystkie warunki z listy:
-poczta była otwarta
-miałam wszystkie pakunki
-odpowiedni finans na znaczki
-posiadałam wszystkie adresy wysyłki
-nie było akurat przerwy śniadaniowej
-nie było awarii komputera na poczcie
A to wcale niełatwe uzyskać to naraz.. Nie muszę chyba mówić ile miałam podejść (a do tego że pocztę mam cztery piętra w dół nie będę się przyznawać ;)
W każdym razie candy wysłałam i jedno już nawet doszło.. :) Zdjęcia wrzucę jak dojdą wszystkie.

Chciałam jeszcze wspomnieć jakiego mam zdolnego przyjaciela, który kiedyś będzie sławny a ja będę mówiła prasie co to on wyczyniał w młodości :)
Gość ten wraz z młodszym bratem założył zespół i grają sobie takiego.. cytuję: ".. melodycznego rocka przeplatanego motywami reggae/ska." :)

W każdym razie wygląda tak:
(wiem, dość ciemno :P )
 
A śpiewa tak:
Found at: FilesTube
Found at: FilesTube
I mi się podoba (nie, nie każdemu musi :) ) 
A stronę ma tutaj

Pokażę jeszcze jakie królisie zrobiłam cudne..
Młodzieży dla której powstały podobają się znacząco (bardzo się ucieszyłam, bo przyznaję że miałam stresa ;) )
Uwaga dużo zdjęć bo i czasu na nie miałam dużo - w pociągu relacja południe polski-północ tejże doszywałam panienkom jeszcze rączki na miejsce.. :P
W niebieskiej sukience występuje nieco staromodna i raczej konserwatywna Emilia, a w zielonej szalona i energiczna Marta. Dzieci które otrzymały moje produkty nawet ich nie przechrzciły :)
(tak, pękam z dumy :P )

 
  
  
  
 

A moja szalona pies pozdrawia zaglądaczy ze skupieniem :)

19 lutego 2010

Eustachy okazał się być Patrycją

I to Patrycją-modnisią :) O czym bredzę? Uszyłam moją pierwszą Tildę ! Króliczka jest śliczna, niewielka, ma ciemnozielone legginsy w grochy, jasnozieloną tunikę-top, koszyczek i dwuwersyjny kapelutek (bo nie do końca zrozumiałam wykrój na kapelusz więc z przodu jest czekoladowy a z tyłu zielony w grochy ;) ).
Jest cudna i na pewno będzie miała tildowe rodzeństwo.. Duuuużo rodzeństwa :]
Prezentuję:


Dumnam strasznie :)
A druga sprawa co mnie zajmuje ostatnio to pozbawienie Luny narządów wewnętrznych w liczbie trzech większych i systemu łączącego. Czytaj - sterylizacja. Okazało się że martwiłam się bardziej niż było trzeba. Oczywiście znieczulenie samo w sobie nie jest fajne (się bidula zataczała i ledwie na nogach szła) ale już po ok.10 godzinach pies wróciła do siebie, zerwała krępujący ją fartuszek i machając ochoczo ogonem zaproponowała spacer który rozpoczęła od gruntownego wytarzania się w możliwie najgłębszym śniegu. Tarzanie z resztą wykonała głównie ryjem, wyglądało to trochę tak jak ja kiedy rano próbując dojść do siebie obmywam twarz lodowatą wodą. Coś w tym jest..

Teraz unikamy spacerów w psich porach (14-15, 20-21) kiedy w naszym parku biega czasem i kilkanaście psów różnych ras żeby biduli żal nie było że inni się bawią a ona nie może :)
I czekamy na wiosnę grzejąc uszy ;)

16 lutego 2010

Chłopiec stara się bardzo :)

Zainspirowana poprzednio-postowym utworem stworzyłam LO o pewnym gościu który pragnie być bad boy'em :) Drobnym druczkiem jest zawarty nań cały tekst tejże piosenki - do wglądu tutaj
Mam jednak problem, bo nie pasuje mi nic więcej dołożyć do tego skrapa, a tak wydaje mi się nie skończony. Chyba zostawię jak jest..


Prawda że hard & cool ? :)
No to dodatkowo dorzucę jedną kartkę.. (motylek się unosi nad papierem (wycięty z niego), żółte skrzydła są jeszcze jedną osobną warstwą, lekkie to wszystko miało być ;) )Miłośna taka..


Miałam się jeszcze pochwalić co w tym miesiącu upolowałam na targu staroci - w Bytomiu jest onże w każdą pierwszą sobotę miesiąca.. Oprócz dwóch par nóg od singerki (jedne moje, jedne matki mej) mam 5 ślicznym pojemników aptecznych przeźroczystych, 2 kanki, dzwonek i baaardzo zaśniedziały świecznik (lichtarz? ... cholera ! jak sobie nie przypomnę nazwy pojedynczego świecznika z uszkiem to mnie skręci - jakieś pomysły ?). Ach, i książki ! Średnio-stary słownik języka polskiego na zniszczenie, trochę nut, jakiś pseudo-zielnik i przepiękny ruski atlas kwiatów. Nie wiem jeszcze co zrobię z tym ostatnim bo zniszyć żal, a mieć w formie książki bez sensu :)
Prezentuję:

 
 

10 lutego 2010

Boy tries his best to be hard and cool..

..girl to be soft as cotton wool

 
Copyright 2009 ..nannala... Powered by Blogger Blogger Templates create by Deluxe Templates. WP by Masterplan